Gry - Henryk Sienkiewicz - "Potop"czytasz strone nr 546
Bogusław po chwili rzekł:
– Nie ¶miesz mi w oczy spojrzeć, panie Kmicic, z tyłu się kryjesz.
– Owszem! – odparł pan Andrzej i popędziwszy konia, odsun±ł Zawratyńskiego, a sam chwyciwszy
za lejc ksi±żęcego włoska rumaka spojrzał Bogusławowi prosto w twarz.
– A jak tam moja szkapa? Zalim jej dołgał choć jedn± cnotę?
– Dobry koń! – odrzekł ksi±żę. – Chcesz, to go kupię.
– Bóg zapłać! Wart ten koń lepszego losu niż czary zdrajcę do ¶mierci nosić.
– Głupi¶, panie Kmicic!
– Bom w Radziwiłłów wierzył!
Znów nastała chwila milczenia, któr± przerwał pierwszy ksi±żę:
– Powiedz mi, panie Kmicic – rzekł – czy¶ ty pewien, że¶ słowa piosenek przy zdrowych zmysłach i że ci się
rozum nie pomieszał? Czy¶ zapytał samego 'siebie, co¶ ty, szalony człecze, uczynił, kogo¶ ty porwał,
na kogo¶ rękę podniósł? Czy ci nie przyszło do głowy, że lepiej by dla lindesaylohan ciebie teraz było, żeby
cię matka nie radziła? I że na tak zuchwały postępek nie odważyłby się nikt nie tylko w Polsce, ale
i w Europie całej?
– To widać niewielka fantazja w tej Europie, bo ja wasz± ksi±żęc± ewa sonnet ! mo¶ć porwałem, trzymam i
nie puszczę.
– Nie może być inaczej, tylko z szalonym sprawa! – zawołał jakby do siebie ksi±żę.
– Mój mo¶ci ksi±żę! – odrzekł pan Andrzej. – Jeste¶ w moim ręku i z tym się zgódĽ, a słów
próżno nie trać! Pogoń nie nadejdzie, bo tam twoi ludzie dotychczas my¶l±, że¶ dobrowolnie z nami
wyjechał.
strona 545 poprzednia strona strona 547 kolejna strona
czytasz strone nr 546 czas na gry
stancje instant loans teczki kartonowe Katalog stron produkcja parasolek
Gry |